T.T Błogosławieni miłosierni, bracia i siostry, i drogi w Panu Apostolacie Ratunku Konającym.

            Jak Jonasz stajemy dziś przy przebitym boku miłosiernego Pana Jezusa, by usłyszeć Jego Słowa. Słowa nie łatwe, bo nasycone smutkiem, ale i bólem; który sprawia Chrystusowi nasz grzech. Poruszamy się po tym świecie jak Jonasz po Niniwie, głosząc niewygodne dla wielu ludzi chrześcijańskie wartości i kulturę. Z tym jednak istotnym wyjątkiem, że dziś ludzie coraz mniej boją się kary Bożej. Coraz mniej o niej myślą. Wolą nie wiedzieć i nie słyszeć. Ta zgubna postawa przeradza się w upartość do tego stopnia, że nawet na łożu śmierci, wielu ludzi nie chce pojednania z Panem Bogiem.

            Lecz czy my wiemy wszystko to, co dzieje się w chwili śmierci takiego człowieka? Tak nie jest. Nie wiemy, co on myśli, co czuje. Nie wiemy też czy ta łza, co spływa mu po policzku nie jest już tą łzą za okazane przez Boga miłosierdzie?.. Szczęśliwy człowiek, to człowiek pojednany z Bogiem. My w takim codziennym szamotaniu się, załatwianiu wielu różnych spraw, szukamy często szczęścia w zwykłej przyjemności. I to często w przyjemności prowadzącej do grzechu. Gdy tymczasem nie o zwykłą przyjemność chodzi, bo ona szczęścia nie daje, lecz o łaskę pojednania. Jakże nieszczęśliwi są ludzie, którzy zapominają o tym sakramencie. Jakże smutne jest ich życie i ileż czasem potrzeba zmarnotrawić lat, aby wreszcie przyjść by - tu - w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia pojednać się z Bogiem.

            Nie lękajcie się! Te słynne słowa świętego Jana Pawła jakże wnikliwie odzwierciedlają stan duszy wielu ludzi wątpiących, zalęknionych, zamkniętych na Pana Boga z powodu strachu! Zamiast bać się Pana Boga, zacznij swój dialog z Nim od prośby o przebaczenie. Często przy konających nie ma nikogo. Człowiek umiera sam opuszczony prze ludzi i jakże często wtedy myśli, że i Bóg go opuścił. A to nieprawda. Podejmując się tego wspaniałego dzieła Apostołowania wśród konających, dokonujecie często rzeczy niemożliwych. Tak zdumiewających, że rodziny zmarłych przecierają ze zdumienia oczy, że to pojednanie było możliwe... „bo przecież nasz tata od wielu lat nie był w kościele; albo nigdy się nie modlił...” Wielokrotnie jednak nie mamy już kontaktu z umierającymi i jakże ważna wtedy jest nasza modlitwa; ta przy jego łóżku jak i ta w Kaplicy Wieczystej Adoracji, czy w danym momencie, gdy otrzymujemy sms z imieniem, kto już przenika w wieczność. Ta modlitwa, często niezauważalna przez ludzi, jakże jest potrzebna współczesnej Niniwie, która już nie chodzi w pokutnych worach i nie pości. My robimy to za nich, wierząc, że jest to wspaniały, ale i bezinteresowny uczynek miłosierdzia. Obraliśmy tę cząstkę, której nie będziemy pozbawieni. Tak jak biblijna Maria. Amen.